Blog

Tenis i medycyna: z Natalią Pelczar, współorganizatorką turnieju VitalMedicCup rozmawia Maciej Prokopczuk.

Maciej Prokopczuk: Już za tydzień zaczyna się w Opolu turniej VitalMedicCup 2, duże zawody tenisowe, których uczestnicy to głównie osoby ze świata medycyny. Wiem że jako osoba będąca w zarządzie PSTL odgrywasz dużą role w organizacji turnieju, więc może powiesz nam, skąd wziął się pomysł na właśnie taki rodzaj imprezy w Opolu?

Natalia Pelczar: Wszystko zapoczątkowały moje wyjazdy na podobne turnieje w innych miastach, właśnie podczas jednej z takich imprez miałam przyjemność poznać prezesa PSTL-u który zaproponował mi zorganizowanie podobnego turnieju u nas w Opolu i od tego się zaczęło. Podjęłam się tego ryzyka i tak powstał Pierwszy Ogólnopolski Turniej Tenisa Lekarzy w Opolu. Był mniejszy, miał 70 uczestników, ale okazał się dużym sukcesem. VitalMedicCup to drugi cykl tego turnieju.

M.P.: Drugi cykl ale już pod inną nazwą, skąd ta decyzja?

N.P.: Po pierwszym turnieju powstała większa struktura organizacyjna: dołączyli do nas nowi partnerzy i sponsorzy, z których największym było Centrum Leczenia Kręgosłupa Vital Medic – stąd pomysł na zmianę nazwy.

M.P.: VitalMedicCup swoimi rozmiarami przerósł już poprzedni turniej, co świadczy o tym, że tenis to popularny sport w środowisku medycznym, a jak Ty zaangażowałaś się w ten sport? Pamiętasz swoje pierwsze kroki?

N.P.: Tak, pamiętam (uśmiech). W mojej rodzinie zawsze zawsze było dużo zainteresowania sportem, mój tata często grywał w tenisa, zawsze chodził na korty ze mną i moim bratem.

M.P.: Czyli można powiedzieć, że trenujesz od dziecka. Pamiętasz ile miałaś wtedy lat?

N.P. Takie pierwsze przebłyski… myślę że około sześciu, siedmiu lat. Pamiętam, jak obserwowałam tatę, kiedy grał w tenisa ze znajomymi a w wolnych chwilach, i kiedy na korcie zaczynał uczyć mnie lub mojego brata. Nigdy nie chodziłam do żadnej szkółki i traktowałam tenisa jako zabawę i odstresowanie.

M.P.: Odstresowanie, właśnie o to chciałem następnie zapytać. Czy teraz tenis, jako forma aktywności fizycznej, pomaga Ci w codziennym życiu?

N.P.: Oczywiście.

M.P.: Bardziej fizycznie czy mentalnie?

N.P.: I fizycznie, i mentalnie (uśmiech). Po meczu odczuwam zadowolenie. Podoba mi się też ta nutka rywalizacji w tenisie, są zasady, rozgrywamy seta, wiemy jak się ustawić, a po przeciwnej stronie jest drugi zawodnik.

M.P.: Zawodnik czy przeciwnik?

N.P.: Przeciwnik.

M.P.: Czyli musisz wygrać ?

N.P.: Nie, niekoniecznie, nie zawsze. Nie chodzi mi tylko o wygrywanie, chociaż każdy ma w sobie coś takiego, że lubi wygrywać i dąży do tego. Ale sama rozgrywka, wykorzystanie umiejętności i napięcie każdego seta są dla mnie równie atrakcyjne w tenisie.

M.P.: A sama rozgrywka – stres, bardzo mało czasu na podejmowanie decyzji, planowanie strategii – przypomina mi nieco pracę lekarza. Czy uważasz że twój zawód pomaga ci w grze ?

N.P.: To trudne pytanie, nie wiem czy moja praca ma wpływ na sport, ponieważ ja traktuję tenisa jako odskocznię, taką formę wyczyszczenia umysłu po ciężkim dniu pracy. Wtedy staram się odciąć od wszelkich innych spraw i skupić na uderzeniach.

M.P.: Jesteś anestezjologiem, na pełnym etacie pracujesz w szpitalu, poza tym jeszcze w przychodniach, jak w tym wszystkim znajdujesz jeszcze czas na czynne uprawianie sportu?

N.P.: Pomaga w tym dobra organizacja czasu – czasem planuję swój dzień wokół tenisa. Wychodząc do pracy zabieram ze sobą spakowaną już torbę tenisową i po pracy jadę bezpośrednio na kort.

M.P.: Można więc powiedzieć, że znalazłaś swoją pasję?

N.P.: Tak, na pewno.

M.P.: A jaką radę dałabyś osobie, która jeszcze nie znalazła tej pasji lub boi się spróbować czegoś nowego?

N.P.: Według mnie proces odnajdowania swojej pasji i bycia w niej konsekwentnym jest bardzo trudny. Jeżeli mogę komuś coś poradzić na przykładzie tenisa, wydaje mi się że na początek dobrym pomysłem jest przyglądanie się, jak grają inni – czy to w telewizji, czy osobiście na korcie, przyzwyczajenie się, poznanie zasad. Mi zajęło to bardzo dużo czasu, bo prawie 25 lat, zanim się naprawdę przełamałam i zaczęłam bardzo intensywnie grać. Kiedy po wieloletniej przerwie wróciłam do tenisa, grałam dwa trzy razy w tygodniu. Teraz staram się grać częściej.

M.P.: Czyli sporym wysiłkiem wypracowałaś tę rutynę?

N.P.: Szczerze mówiąc: tak. I to rzeczywiście jest już rutyna. Obecnie nawet nie zastanawiam się czy iść, czy nie iść na kort, po prostu pakuję torbę i jadę, jest to dla mnie codzienność .

M.P.: Dziękuję za rozmowę – i życzę nieustającego powodzenia na kortach.

N.P.: I ja dziękuję.

27 sierpnia 2018 Blog
About kubala.tv